2008 – 2014

1. Kolejna podróż Deutsche Bahn Regio na trasie Szczecin-Berlin. Wszyscy podobierani w grupy nerwowo odliczają drobne na bilety. Słychać kroki, napięcie rośnie. To na pewno pani konduktor! Jednak nie… To mężczyźni, kilku mężczyzn w mundurach. Po niemiecku proszą o wyjęcie dokumentów. Ale jak to, kontrola graniczna? Przecież to się prawie nie zdarza, na pewno nie w tym pociągu. No trudno. Grzebię w torebce w poszukiwaniu dowodu. Jest, trzymam w ręce ten różowy kawałek plastiku gotowa na konfrontację. Umundurowany przechodzi obok całkowicie mnie ignorując. Więc to tak, sprawdzają tylko mężczyzn. Pewnie kogoś szukają…

2. Dochodzi północ, autokar podjeżdża na parking z trzygodzinnym opóźnieniem. To koniec udręki czekania, pozostaje tylko przebyć całe Niemcy. Rano z pewnością ujrzymy Francję, oby nie było więcej problemów. Jeszcze w Słubicach zatrzymują nas do kontroli. Pasażerowie wzdychają ciężko, jeden z nich zdaje się nie mieć dokumentów przy sobie. Podobno trzyma je w bagażniku. Polski granicznik macha ręką. Możemy jechać, ale Niemcy by nas tak nie puścili. 15 minut później zatrzymują nas Niemcy. Sprawdzają i puszczają. Opóźnienie wzrosło do czterech godzin.

szczecin

3. Dojeżdżam tramwajem na stację Jean Jaurès, aby zaraz przesiąść się na podmiejski autobus. W tym przypadku jest to linia transgraniczna, łącząca Strasburg z niemieckim Kehl. Cudowna Francja traci swój urok, kiedy trzeba zrobić zakupy. Oczami wyobraźni widzę zwyczajny chleb, normalną szynkę i wszystkie te niewyszukane produkty, które w tej chwili stanowią dla mnie największe rarytasy. Jak dobrze, że Niemcy i Polacy jedzą podobnie. Jak dobrze, że w Kehl ceny są dwukrotnie niższe niż w Strasburgu. Jak dobrze, że autobus przekracza Ren tak po prostu.

4. Lotnisko Londyn-Luton. Przyleciałam z Niemiec, nerwowo ściskam niemiecką gazetę. Próbuję oddalić od siebie moment uznania mnie za kolejną Polkę w UK. Jednak on nadchodzi prędko. Nie myliłam się, nie jestem tu mile widziana. Pani nie podoba się mój dowód. Obraca go, wygina, prawie łamie. Wypytuje. Tak, mieszkam w Berlinie. Nie, nie mam ze sobą paszportu ani prawa jazdy. Coś ze zdjęciem, zaraz… Ah, mam francuską legitymację studencką. Na hasło „student” wszystko nagle się zmienia. Legitymacja utraciła ważność, to nic, nikt nie chce jej oglądać. Mam pozwolenie przejść z lotniskowego czyśćca do raju Zjednoczonego Królestwa. Wygląda na to, że studentka to lepsza kategoria człowieka niż po prostu Polka.

nicea

5. Moja pierwsza kontrola we Francji. Wszystko przez to, że lot był z UK. Brytyjczycy mają spuszczone głowy, tym razem to oni czują się trochę niechciani. Miłość Francuzów do wyspiarzy najlepiej oddaje używanie terminu les Anglais ont débarquéAnglicy wylądowali/zeszli na ląd – jako dyskretnego poinformowania o nadejściu menstruacji i idącej za tym chwilowej niedyspozycji francuskiej damy. Pasażerowie samolotu po kolei podchodzą do okienka i cichutko pomrukują „hello”. Moja taktyka jest inna, uśmiecham się pogodnie i głośno mówię „bonjour”. Wszak opanowanie tego słowa nie wymaga specjalnego talentu. Pan odwzajemnia uśmiech, a na widok różowego dowodu mówi „dzień dobry”. Nie, nie jest Polakiem. Jest sympatycznym mieszkańcem Nicei.

6. Trwa leniwy, ostatni dzień roku. Wychodzę z francuskiego hotelu, by za kilka chwil dotrzeć do szwajcarskiego przystanku tramwajowego. Nie mam pojęcia, którędy dokładnie przebiega granica. Nadal jestem w Schengen, ale chwilowo poza Unią. Zakręcam w stronę Niemiec, opuszczam Szwajcarię i przez dłuższą chwilę znowu znajduję się na terytorium Francji. Dochodzę do Mostu Trzech Krajów. Młodzi Francuzi masowo szmuglują niemieckie fajerwerki na dzisiejszy wieczór. Jak dobrze, że nikt nie kontroluje.

basel


Serdecznie zapraszam na moją stronę na facebooku, gdzie oprócz informacji o nowych wpisach zamieszczam też różne ciekawostki i informacje o nadchodzących wydarzeniach!

https://www.facebook.com/BlogCentrumMiasta/

Reklamy